Jakoś tak dzisiejszy dzień zleciał mi migusiem. Lekcję zaczynałam o 10.45 co okazało się dopiero w szkole przed ósmą. Na początku z koleżankami miałyśmy wybrać się do naszego kolegi z klasy, a że ja mieszkam na tym samym osiedlu co on zaszłyśmy oczywiście do mnie. Już nam nie chciało się ubierać i iść więc siedziałyśmy u mnie. Po przyjściu do szkoły, lekcję zaczęłam od historii. Później myślałam, że ma być matematyka. I tak było po każdej miniętej lekcji, może, dlatego że miałam dzisiaj sprawdzian właśnie z matematyki i już chciałam mieć go za sobą. To właśnie z tego powodu nazwałam ten dzień zakręconym. I nie tylko. Miałam dzisiaj ochotę na siatkówkę, lecz odwołano nam fakultety ;)
Lekcję skończyłam o 14.45 więc w szkole dużo czasu nie spędziłam. I to spowodowało uśmiech na mojej twarzy.
Niestety to nie jest koniec mojego "zakręconego dnia". Przede mną jeszcze godzina zajęć dodatkowych z j.angielskiego. A później od 18.30 mam luzik :)
Tak się cieszę, że na jutro nie mam nic zadane i za to dziękuję nauczycielą.
Dobrze, niestety muszę się pożegnać, ponieważ wyruszam w bardzo długą drogę na angielski ( ok. 3 min.;) ) Papa. :*
Mieliście kiedyś zakręcony dzień? Może podobny do mojego? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz